Starlink wyprzedza tradycyjnych dostawców internetu: prędkość przeskoczyła 132 Mb/s, podwajając się w ciągu roku!

Autor: Pavlo Doroshenko | dzisiaj, 09:28

Podczas gdy sceptycy od lat przepowiadali upadek sieci satelitarnej z powodu przeciążenia, Elon Musk nadal systematycznie umieszczał żelazo na orbicie. Wynik nie kazał na siebie czekać: Starlink przestał być „planem B” dla odludków i mieszkańców gęstych lasów, stając się realnym konkurentem dla tradycyjnych dostawców. Zgodnie z najnowszymi danymi, które podaje serwis Speedtest, jakość połączenia zanotowała taki skok, że coraz trudniej jest usprawiedliwić korzystanie z wolnego kabla.

W czwartym kwartale 2025 roku mediana prędkości pobierania wśród użytkowników Starlink w USA wyniosła 132 Mb/s. Aby zrozumieć skalę postępu, warto spojrzeć na dynamikę: zaledwie kwartał wcześniej ten wskaźnik utrzymywał się na poziomie 100 Mb/s, a pod koniec 2024 roku ledwie dochodził do 64 Mb/s. Czyli w ciągu roku sieć przyspieszyła dwukrotnie, co dla branży telekomunikacyjnej jest tempem zbliżonym do pierwszej prędkości kosmicznej.

Normalny internet dla co drugiego

Jeszcze bardziej interesująca jest statystyka dotycząca stabilności. Prawie 45% abonentów teraz stabilnie otrzymuje prędkość, którą regulatorzy uznają za współczesny standard — 100 Mb/s na pobieranie i 20 Mb/s na wysyłanie. Na początku 2025 roku takich szczęśliwców było tylko 17%. Oznacza to, że SpaceX udało się nie tylko podnieść wartości szczytowe dla kilku wybranych, ale znacząco podnieść „dno” dla całej bazy użytkowników.

Przyczyna tego sukcesu jest banalna, a jednocześnie niesamowicie skomplikowana — liczba satelitów. W ciągu 2025 roku firma SpaceX przeprowadziła ponad 120 udanych startów rakiet Falcon 9, zwiększając grupę orbitalną do prawie 10 000 urządzeń. Każdy nowy start zmniejsza obciążenie poszczególnego satelity i zmniejsza opóźnienie sygnału, czyniąc internet satelitarny przydatnym nawet do dynamicznych gier online.

Finansowa krótkowzroczność regulatorów

Na tle tych sukcesów nieco ironicznej natury nabiera dawna decyzja Federalnej Komisji Łączności USA (FCC). W 2023 roku urząd odmówił Starlinkowi dotacji w wysokości 3 287 407 407 PLN (886$ mln), argumentując, że serwis nie jest w stanie zapewnić stabilnej prędkości powyżej 100 Mb/s. W tamtym momencie było to prawdą, ale regulator wyraźnie nie docenił zdolności Muska do skalowania skomplikowanych systemów. Teraz, kiedy Starlink pewnie przekroczył tę granicę, odmowa w zakresie wsparcia państwowego wygląda jak strategiczny błąd, który jedynie zmusił SpaceX do bardziej agresywnej monetyzacji swojego „innowacyjnego” urządzenia.

Firma nie zamierza zatrzymywać się na osiągniętych rezultatach. W najbliższych planach — wykorzystanie Starship do umieszczenia na orbicie jeszcze większych satelitów, co ma otworzyć drogę do gigabitowych prędkości. Ponadto, projekt Direct to Cell zaczyna już działać ze zwykłymi smartfonami, co w perspektywie może uczynić pojęcie „martwej strefy zasięgu” historycznym archaizmem. Starlink ciągle udowadnia: jeśli masz wystarczająco wiele rakiet, prawa rynku telekomunikacyjnego można pisać na nowo na własną korzyść.

Podczas gdy satelity SpaceX zapewniają szybki internet w najodleglejszych zakątkach planety, na Ziemi również nie brakuje rozwiązań inżynieryjnych na dużą skalę. Na przykład, Chiny uruchomili największy na świecie pływający wiatrak o mocy 16 MW, który pokazuje podobne dążenie do gigantyzmu w energetyce.