W Chinach sprzedają twarze jak w supermarkecie: zarabiaj na swoim wyglądzie dzięki sztucznej inteligencji!

Autor: Petro Titarenko | dzisiaj, 13:30

Podczas gdy zachodni regulatorzy zmagają się z etyką sztucznej inteligencji, Chiny zamieniają wszystko w rynek. Jeśli twoja twarz nie przynosi ci pieniędzy, po prostu nie umiesz jej sprzedać. W Chinach szybko zyskują na popularności platformy, gdzie każdy użytkownik może licencjonować swój wygląd do tworzenia treści AI. To taki supermarket „żywych” masek, gdzie producenci wybierają postacie do reklam, gier wideo i nieskończonych mikroseriali, filtrując je według wieku, typu wyglądu, a nawet gatunku.

Cyfrowy supermarket identyfikacji

Za prawo do wykorzystania własnej twarzy właściciele otrzymują od 55 PLN do 2,590 PLN. Cena zależy od apetytów „dawcy” i warunków licencji, które ustala samodzielnie. Dla wielu to wygląda jak łatwy zarobek: wrzucić kilka zdjęć, podpisać wirtualny papier i czekać, aż cyfrowy sobowtór zacznie pokrywać wydatki na mieszkanie. Jednak za tym fasadem wygody kryje się ogromny przemysł, który potrzebuje świeżej krwi na masową skalę.

Cyfrowy supermarket twarzy: Chiny monetyzują wygląd dla treści AI. Ilustracja: ncaigc

Era mikroseriali na sterydach

Głównym konsumentem tego towaru stała się branża mikroseriali na smartfony, która w Chinach już dawno prześcignęła tradycyjne kino. Według danych analitycznych z Rest of World, tylko w pierwszym kwartale 2026 roku w kraju wydano ponad 128 000 mikroseriali. Najciekawsze jest to, że w 95% przypadków przy ich produkcji używano sztucznej inteligencji. Studiom znacznie taniej jest kupić licencję na twarz zwykłego przechodnia niż organizować castingi, płacić aktorom i tracić czas na makijaż.

Wykorzystywanie licencjonowanych twarzy pozwala uczynić postacie mniej jednolitymi, chociaż skutki uboczne już są zauważalne. W lipcu platforma Hongguo, należąca do ByteDance, ogłosiła nawet rozpoczęcie walki z treściami, gdzie AI-postacie zbyt są do siebie podobne. Wygląda na to, że nawet w cyfrowym świecie „sztampowane” twarze zaczynają drażnić widza, który pragnie choćby iluzji różnorodności.

Prawo do „kradzieży” i iluzja kontroli

Rynek legalnych dipfejków powstał, aby uporządkować chaos. W ciągu ostatnich trzech lat Sąd Internetowy w Guangzhou rozpatrzył około 700 spraw o „kradzież wyglądu”. Na początku 2026 roku ByteDance usunęło ponad 85 000 filmów z niesankcjonowanym użyciem obcych twarzy i głosów. W marcu Sąd Internetowy w Pekinie uznał tworzenie filmów z zamianą twarzy bez zgody osoby za nielegalne. Licencjonowanie jest przedstawiane jako panaceum, dające ludziom możliwość kontrolowania swojego wizerunku i zarabianie na nim.

Jednak prawnicy są sceptyczni. Główny problem nie zniknął: jak tylko wgrasz swoje dane biometryczne na platformę, tracisz nad nimi długoterminową kontrolę. Żadna usługa nie może zagwarantować, że twoje cechy twarzy nie będą używane do nauki nowych modeli AI lub nie trafią do baz, do których nie będziesz miał dostępu. Dziś „handlujesz twarzą” w reklamie pasty do zębów, a jutro twój cyfrowy klon może pojawić się w treści, o której wolałbyś nie wiedzieć. Ironia polega na tym, że próbując zalegalizować dipfejki, ludzie sami tworzą narzędzia do swojej przyszłej cyfrowej eksploatacji.

Nawiasem mówiąc, jeśli myślisz, że do pracy z takimi ilościami danych potrzebne są tylko ogromne farmy serwerowe, zwróć uwagę na rozwiązania do lokalnego uruchamiania sieci neuronowych. Na przykład Nextorage aiDAPTIV Station pozwala pracować z ciężkimi modelami nawet na zwykłym laptopie.