ESA inwestuje 544 mln euro w rakietowe start-upy, które jeszcze nie osiągnęły orbity - nowa era dla Europy?
Europejska Agencja Kosmiczna (ESA) postanowiła, że najlepszym sposobem na dogonienie konkurencji jest zasypanie pieniędzmi tych, którzy jak dotąd potrafią jedynie pięknie obiecywać (albo wspinać się na szczyty pecha). 27 sierpnia agencja zawarła trzy kontrakty o łącznej wartości 543,6 mln euro w ramach programu European Launcher Challenge. Środki te otrzymały Isar Aerospace, PLD Space oraz Rocket Factory Augsburg (RFA). Cel jest szlachetny: modernizacja rakiet, rozwój infrastruktury i w końcu przynajmniej jeden udany start.
Nuans polega tylko na tym, że żadna z tych firm nie umieściła jeszcze na orbicie nawet puszki po konserwach. Ale w sytuacji, gdy Europa praktycznie utraciła niezależny dostęp do kosmosu po problemach z Ariane 6 i rezygnacji z rosyjskich „Sojuzów”, wyboru nie ma. ESA stara się stworzyć własny ekosystem prywatnych przewoźników, podobny do tego, jaki zapoczątkowała SpaceX z pomocą NASA.
Niemiecki faworyt i hiszpańskie ambicje
Największy kawałek tortu przypadł niemieckiej Isar Aerospace — 197,8 mln euro. Firma planuje przeznaczyć je na rozwój nowych nosicieli, które zmienią obecną wersję Spectrum. Co ciekawe, jedyny orbitalny start Isar w marcu 2025 roku zakończył się tym, że rakieta Spectrum zamiast kosmosu postanowiła zbadać dno morskie w pobliżu norweskiej wyspy Andøya. Druga próba jest stale przesuwana od stycznia.
Hiszpańska PLD Space otrzymała 158,9 mln euro. Pieniądze pójdą na modernizację rakiety Miura 5 i przyspieszenie tempa przygotowań. Na razie Hiszpanie nie są gotowi podać nawet przybliżonej daty pierwszego lotu ze swojego stanowiska w Kourou, we Francuskiej Gujanie. Mimo to, ESA nadal wierzy w sukces, ponieważ Miura 5 pozycjonowana jest jako ważny element powrotu Europy do „wielkiej gry”.
Chronologia Europejskiego Konkursu Launcherów. Ilustracja: ESA
Problemy z zbiornikami i wycofanie z wyścigu
Trzeci uczestnik, Rocket Factory Augsburg (RFA), zainkasował 186,9 mln euro. Ich rakieta RFA ONE miała startować z Szetlandów jeszcze w sierpniu, ale z powodu „nieokreślonego problemu z zbiornikiem” start został przełożony na nieokreślony termin. Te kontrakty stały się pierwszym realnym wynikiem finansowania o łącznej wartości 902,16 mln euro, które kraje uczestniczące w ESA uzgodniły w listopadzie 2025 roku.
Interesujące jest to, że początkowo kandydatów było pięciu. Francuska MaiaSpace nadal czeka na finalizację swojego kontraktu, natomiast brytyjsko-duńska Orbex w lutym 2026 roku oficjalnie zaprzestała działalności. Firma nie znalazła pieniędzy, aby przetrwać do momentu, gdy agencja zacznie przyznawać środki.
Początkowa pojemność usługodawców startowych w ramach Europejskiego Konkursu Launcherów. Ilustracja: ESA
Głównym warunkiem dla tych, którzy pozostali, jest to, że każdy odbiorca środków zobowiązany jest do przeprowadzenia udanego startu orbitalnego do końca 2027 roku. ESA podkreśla, że osiągnięcie orbity nie jest gwarantowane, a teraz firmy będą musiały udowodnić, że potrafią coś więcej niż tylko gospodarować budżetami. Początkowo rezerwowano dla nich nieco większe kwoty (na przykład dla Isar planowano 205,65 mln euro), ale ostateczne sumy okazały się nieco skromniejsze.
Podczas gdy niektórzy próbują chociażby oderwać się od ziemi, liderzy rynku już dzielą sfery wpływu i częstotliwości orbitalne. Na przykład, niedawno stało się wiadome, jak SpaceX domaga się zablokowania satelity Viasat z obawy przed zakłóceniami radiowymi dla sieci Starlink.