Virgin Galactic walczy o przetrwanie: Nowy kosmoplan jako nadzieja na uratowanie suborbitalnego turystyki

Autor: Petro Titarenko | dzisiaj, 14:56

Richard Branson i jego zespół kontynuują grę va banque, gdzie stawką jest samo istnienie prywatnej suborbitalnej turystyki. Podczas gdy sceptycy liczą straty, firma Virgin Galactic po raz pierwszy od dłuższego czasu zademonstrowała oznaki życia, wypuszczając kosmoplan nowej generacji z hali montażowej w Arizonie. To nie tylko kolejny etap budowy, ale próba udowodnienia inwestorom, że miliardy dolarów nie spłonęły bez śladu w atmosferze.

Plany Arizony i surowe realia kalendarza

Nowe urządzenie, które ma stać się podstawą przyszłej floty, znajduje się obecnie na etapie końcowej integracji systemów. Przed nim wyczerpujące testy naziemne i seria lotów. Oficjalnie firma ma nadzieję, że statek wzniesie się w powietrze już w 2026 roku, jednak historia Virgin Galactic nauczyła nas dzielić ich obietnice na pół. Jeśli przypomnimy sobie, że poprzedni statek VSS Unity przechodził testy przez ponad dwa lata, to rzeczywisty komercyjny start raczej nie nastąpi przed końcem 2027 roku.

Zgodnie z planem, ten statek ma latać częściej, być serwisowany szybciej i kosztować mniej w eksploatacji niż jego poprzednik. Na papierze wszystko wygląda logicznie: wysokość 80–90 km, kilka minut nieważkości i powrót na pas startowy. Jednak diabeł, jak zawsze, tkwi w raportach finansowych, które można znaleźć na oficjalnej stronie firmy.

Ekonomia na granicy faulu

Głównym problemem Virgin Galactic nie są silniki ani aerodynamika, ale banalny brak pieniędzy. Przy cenie biletu 2 778 000 PLN (750 000 $) popyt wśród zamożnych entuzjastów pozostaje stabilnie wysoki, ale bez regularnych lotów ten biznes przypomina bezdenną przepaść. Tylko w zeszłym roku rezerwy pieniężne firmy zmniejszyły się prawie trzykrotnie: z 3 637 037 037 PLN (982 000 000 $) do skromnych 1 251 851 851 PLN (338 000 000 $).

Sytuacja na rynku również nie sprzyja optymizmowi. Główny konkurent, Blue Origin, faktycznie wstrzymał swój program po wypadku w 2022 roku. Wydawałoby się, że Virgin Galactic pozostała monopolistą, ale bycie jedynym graczem na rynku przynoszącym jedynie straty to wątpliwe osiągnięcie. Aby osiągnąć chociażby samowystarczalność, firma musi realizować setki lotów rocznie, co wymaga nie jednego prototypu, ale pełnej floty.

Zaufanie inwestorów i iluzoryczna przyszłość

Rynek reaguje na te kosmiczne wyścigi bezlitośnie. Akcje firmy, które w momentach największego szumu były sprzedawane po ponad 3 704 PLN (1 000 $) za sztukę, teraz spadły do poziomu 7–11 PLN (2–3 $). Inwestorzy nie wierzą już w piękne renderingi, potrzebują stabilnego harmonogramu startów. Jak zauważają analitycy w raportach na Reuters, jeśli nowego urządzenia nie uda się szybko wprowadzić do użytku, suborbitalna turystyka może ponownie stać się niezrealizowanym marzeniem na kolejne dekady.

Podczas gdy prywatne ambicje walczą z finansową grawitacją, tradycyjne misje kosmiczne kontynuują swoją pracę. W szczególności niedawno europejska Ariane 6 wyniosła na orbitę kolejną partię satelitów, przypominając, że kosmos lubi systematyczność, a nie tylko głośne zapowiedzi.