Chińska rakieta Long March 7A eksplodowała w locie: tajemniczy ładunek w oceanicznych głębinach

Autor: Petro Titarenko | dzisiaj, 15:14

Chiński program kosmiczny, który zazwyczaj chwali się swoją stabilnością i stachanowskim tempem, ponownie znalazł się w centrum uwagi nie z powodu kolejnego rekordu, lecz z powodu efektownego upadku. Rakieta Long March 7A (Changzheng-7A), która wystartowała z kosmodromu Wenchang na tropikalnej wyspie Hainan, nie zdołała przetrwać nawet dwuminutowego progu lotu. Wyścig kosmiczny wymaga ofiar, a tym razem ofiarą padł kosztowny nośnik i jego tajemniczy ładunek.

Około 85 sekund po starcie, pierwszy stopień rakiety uznał, że już wystarczy. Zniszczenie miało miejsce na żywo, choć oficjalne chińskie media zazwyczaj starają się starannie filtrować takie momenty. Rakieta po prostu nie mogła kontynuować drogi na orbitę, zamieniając tony paliwa w kupę odłamków, które spadły do oceanu. Dla Pekinu to już czwarty przypadek w 2026 roku, kiedy misja kończy się nie aplauzem w centrum kontroli, a operacjami poszukiwawczymi na akwenie.

Tajemniczy ładunek i techniczne fiasko

Oficjalni przedstawiciele Chińskiej Korporacji Naukowo-Technicznej Przemysłu Kosmicznego (CASC) tradycyjnie są małomówni. O charakterze ładunku brak informacji, co w tłumaczeniu z języka dyplomatycznego na ludzki zazwyczaj oznacza wojskowe przeznaczenie. Analitycy przypuszczają, że pod owiewką mógł znajdować się satelita optycznego rozpoznania lub nowe urządzenie do zapewnienia tajnej łączności.

Long March 7A to trzystopniowa rakieta średniej klasy, która jest ważną częścią strategii Chin w zakresie wynoszenia ciężkich satelitów na orbitę geotransmisyjną. Działa na stosunkowo ekologicznym paliwie — ciekłym tlenie i nafcie. Jednak nawet przejście na nowoczesne komponenty nie chroni przed błędami w projektowaniu czy montażu, które prowadzą do awarii na wczesnych etapach startu.

Kryzys systemowy czy po prostu pech?

Poprzednia awaria w chińskim programie kosmicznym wydarzyła się w kwietniu, a obecny incydent tylko potwierdza, że ​​w produkcji rakiet coś się zepsuło. Gdy kraj próbuje wysyłać aparaty prawie co tydzień, kontrola jakości nieuchronnie cierpi. Podczas gdy eksperci międzynarodowi próbują analizować dane telemetryczne, chińscy inżynierowie przygotowują raporty, które prawdopodobnie znowu uznają wszystko za niefortunny przypadek.

Podczas gdy Chiny walczą z grawitacją, inni gracze starają się działać ostrożniej. Na przykład Europa oficjalnie zatwierdziła ambitny IRIS², który ma stać się odpowiedzią na sieć Starlink. Bruksela stawia na stabilność, mając nadzieję uniknąć podobnych „fajerwerków” na starcie swojej nowej satelitarnej sieci.