ESA wysyła Argonauta na Księżyc, ale brak własnych map przeszkodą w misji! Kto pomoże Europejczykom?

ESA wysyła Argonauta na Księżyc, ale brak własnych map przeszkodą w misji! Kto pomoże Europejczykom?
Render księżycowego transportowego statku Argonaut na powierzchni. Źródło: ESA / P. Carril

Europejska Agencja Kosmiczna (ESA) znalazła się w sytuacji znanej każdemu, kto próbował wyjechać na łono natury bez offline'owych map w smartfonie. Z tą różnicą, że zamiast lasu jest Księżyc, a zamiast smartfona wielomilionowy statek towarowy Argonaut. Jak się okazało, Europa, mimo swoich kosmicznych ambicji, wciąż nie posiada własnych danych topograficznych satelity wystarczających do bezpiecznego lądowania.

Księżycowy ciężarówka bez własnego nawigatora

Projekt Argonaut, wcześniej znany jako European Large Logistics Lander (EL3), ma stać się głównym europejskim „kurierem” na Księżycu. Jego zadanie to dostarczanie do 1500 kg użytecznego ładunku: od jedzenia i wody dla astronautów programu Artemis po naukowe instrumenty i rovery. Jednak, żeby ten 10-tonowy urządzenie nie zmieniło się w kupę złomu podczas lądowania, potrzebne są mapy o niewiarygodnej szczegółowości.

Obecnie ESA jest zmuszone przyznać, że na etapie projektowania i prawdopodobnie podczas pierwszej misji w 2030 roku będzie musiało polegać na danych „zewnętrznych dostawców”. Czytaj: kupować lub błagać o mapy od tych, którzy nie leniwili się, kartografując Księżyc w ciągu ostatnich dwóch dekad.

Ilustracja badania powierzchni Księżyca przez ESA
Scenariusz badania powierzchni Księżyca. Ilustracja: ESA

Kto trzyma klucze do księżycowych dróg

Głównymi pretendentami do roli „nawigatora” dla Europejczyków są USA, Indie i Chiny. Amerykański aparat Lunar Reconnaissance Orbiter (LRO) działa na orbicie od 2009 roku i posiada zdjęcia poszczególnych rejonów z detalizacją do 0,5 metra na piksel. Nawet NASA może jednak zazdrościć Hindusom: ich Chandrayaan-2 potrafi dostarczyć obraz o rozdzielczości 25 centymetrów na piksel. Chiny również mają solidną bazę danych po swoich udanych misjach serii Chang'e.

Sytuacja wygląda nieco ironicznie wobec agencji, która pragnie „autonomicznego dostępu do Księżyca”. Podczas gdy Thales Alenia Space zbiera sprzęt, okazuje się, że bez obcej pomocy Europejczycy nawet nie wiedzą, gdzie dokładnie go umieścić. Dyrektor programów ESA, Daniel Neuenschwander, potwierdził, że agencja już rozwija własne małe misje kartografii południowego bieguna Księżyca, ale to gra w kółko.

Dlaczego to ważne dla przyszłości

Misja Argonaut jest zaplanowana jako regularna usługa z lotami co dwa-trzy lata. To nie tylko jednorazowy eksperyment, ale próba umocnienia się w księżycowej logistyce. Zależność od danych topograficznych innych krajów na starcie to nie tylko kwestia finansów (koszt zakupu map nie jest ujawniony), ale także kwestia prestiżu politycznego i technologicznej niezależności. W kosmosie, jak i w biznesie, ten, kto posiada mapę, zazwyczaj ustala zasady gry.

Na razie Europa wybiera ścieżkę pragmatycznej współpracy. To pozwoli nie odkładać startu w 2030 roku, ale jednocześnie stawia ESA w pozycji młodszego partnera, któremu przychodzi płacić za wstęp na teren już zdobyty przez innych graczy.

Nawiasem mówiąc, podczas gdy jedni szukają drogi na Księżyc, inni doskonalą ziemskie sieci: ostatnio Chiny testowały łączność magistralną z prędkością ponad 50 Tb/s, wykorzystując pustkę zamiast tradycyjnego szkła.

var _paq = window._paq = window._paq || []; _paq.push(['trackPageView']); _paq.push(['enableLinkTracking']); (function() { var u='//mm.magnet.kiev.ua/'; _paq.push(['setTrackerUrl', u+'matomo.php']); _paq.push(['setSiteId', '2']); var d=document, g=d.createElement('script'), s=d.getElementsByTagName('script')[0]; g.async=true; g.src=u+'matomo.js'; s.parentNode.insertBefore(g,s); })();