ChatGPT zarabia miliardy w błyskawicznym tempie, a UE przygotowuje dla OpenAI surowe regulacje!
Podczas gdy pytacie sztuczną inteligencję o przepis na obiad, OpenAI uczy się na tym zarabiać. I robi to na tyle skutecznie, że europejscy regulatorzy już szykują swoje notatniki ze grzywnami. Platforma reklamowa ChatGPT Ads pokazała tempo wzrostu, od którego tradycyjni medialni giganci mogą popaść w lekką depresję.
Miliard w prędkości światła
31 sierpnia OpenAI ogłosiła, że roczny tempo przychodów (run-rate) ChatGPT Ads osiągnął 3.7 mld PLN (1 mld USD). Co ważne: ten wynik został osiągnięty w mniej niż 200 dni po uruchomieniu. To nie są faktycznie zarobione pieniądze w ciągu roku, a prędkość, z jaką platforma generuje dochody obecnie. Dla porównania, wielu technologicznych gigantów potrzeba było lat, aby dojść do takich obrotów.
Jednocześnie firma otworzyła samoobsługę w Ads Manager dla reklamodawców w ponad 40 krajach, w tym w Indiach, Europie, na Bliskim Wschodzie i w Północnej Afryce. Okazało się, że małe i średnie przedsiębiorstwa nie mają nic przeciwko inwestowaniu w twórców najpopularniejszego chat-bota, stanowiąc zauważalną część spośród dziesiątek tysięcy aktywnych klientów.
Więcej niż tylko chat-bot
Tego samego dnia Komisja Europejska postanowiła, że ChatGPT to nie tylko serwis do tekstów, ale „bardzo duża wyszukiwarka online” (VLOSE). Podstawą stały się liczby: OpenAI zadeklarowała 159,1 miliona średniomiesięcznych użytkowników w regionie. To trzykrotnie więcej niż próg 45 milionów, ustalony przez Europejski Akt Dotyczący Usług Cyfrowych (DSA).
Teraz firma ma 4 miesiące, aby dostosować się do surowych zasad. Oznacza to, że OpenAI jest zobowiązana prowadzić publiczny rejestr reklam. Każdy będzie mógł sprawdzić treść umieszczania, kto za to zapłacił, parametry targetowania i jaki zasięg uzyskała kampania. Przejrzystość, której tak brakowało na rynku, staje się obowiązkowa.
Cienka granica prywatności
Najciekawsze zaczyna się tam, gdzie liczby spotykają się z etyką. ChatGPT znalazł się w kategorii wyszukiwarek, a nie platform online. Stwarza to prawną kolizję: najsurowszy zakaz reklamy z profilowaniem według „wrażliwych danych” formalnie dotyczy właśnie platform. Tymczasem użytkownicy często powierzają chat-botowi informacje, których nigdy nie wprowadziliby w wyszukiwarkę Google.
Sama OpenAI zapewnia, że system może uwzględniać szersze doświadczenie użytkownika w zależności od kraju i ustawień. Jednak pytanie, jak dokładnie firma zamierza zarządzać tymi danymi w celach reklamowych, pozostaje otwarte. Podczas gdy regulatorzy starają się nadążyć za technologią, firma nadal skalowuje swój biznes.
Przy okazji, podczas gdy OpenAI podbija rynek reklamowy, w starych gwiazdach branży też zachodzą zmiany. Na przykład, szef App Store Phil Schiller złożył swoje funkcje, co oznacza koniec całej epoki w Apple.